Mieszkam w Lublinie. Tu w ofertach mieszkaniowych można przebierać. Ale CO Z TEGO? Skoro w najbiedniejszym regionie kraju, gdzie ludzie zarabiają z reguły max. 1000 zł za cały etat, ceny mieszkań są najwyższe na wschodzie, a niekiedy nawet wyższe od zachodu.
Ofert jest jak już wspomniałem wiele. Za 41,5 tysiąca można kupić 12-metrową kawalerkę z toaletą i wanną w pokoju. Niewiele drożej, bo za 80 tysięcy kupić można 22 metrową kawalerkę w kamienicy...ale bez łazienki i wc. Najtańsza kawalerka w dzielnicy, w której nie trzeba chodzić w kamizelce kuloodpornej to natomiast 125 tysięcy (20 metrów).
Ja zarabiam ok. 1200 zł miesięcznie, obecnie za pokój płacę 425 zł. Marzy mi się, abym mógł kiedyś płacić taką właśnie ratę (maksymalnie) za mieszkanie, a najlepiej ratę + czynsz łącznie w takiej wysokości. Jest to kompletnie nierealne.
Może polityków, prezesów itp. stać na takie ceny. Mnie i wiele innych osób nie. Trzeba to zmienić...tylko jak?