Moja sytuacja jest jak wiekszosci ludzi tutaj. Na 46 m2 mieszkamy w 7 osob, 3 pokoje. Ja z mezem i dwojka dzieci w "duzym" pokoju (16 m2), siostra nastolatka w malutkim ok 7 m2, mama z ojczymem w srednim 9 m2.
Marze o tym, aby moje dzieci mialy swoje pokoje lub chociaz jeden wlasny, marze, aby miec z mezem sypialnie, marze, aby usiasc wieczorem z mezem przy kubku herbaty we wlasnej kuchni i spokojnie porozmawiac, marze o wlasnym dom to urzadzonym jak pudeleczko. Marze o wlasnym, nawet ciasnym...
Nie naleze do tych szczesliwcow, ktorym babcia przepisala mieszkanie w spadku, rodzicow takze nie stac na zafundowanie nam chocby czesci mieszkania.
Bylismy w open finance, jak powiedzielismy ile zarabiamy to pan mial szyderczy usmiech na twarzy. Niestety na mieszkanie w warszawie ( gdzie mieszkam) nas nie stac. Pomyslelismy, moze inna droga. Zlozylismy dokumenty o przydzial mieszkania... odnosze wrazenie, ze robi sie wszystko, aby jak najwiecej osob zniechecic. Pani w urzedzie mi mowi, ze jest obowiazek alimentacyjny i, ze skoro tesciowie maja kawalek ziemi 100 km od nas, to powinni nas sponsorowac z mieszkaniem. Wazne, ze jest kawalek ziemi. Nie wazne, ze przynosi ona tyle pieniedzy, co na wegiel do ogrzania domu na 1/3 zimy.
Pisze te slowa nie po to, by sie wyzalic. Nie lubie sie uzalac nad soba, bo mimo wszystko jestesmy bardzo kochajac sie rodzina, mamy zdrowe dzieci, nie jestesmy patologia. Obydwoje z mezem pracujemy, ja mam wyksztalcenie wyzsze, maz sie ksztalci, dzieci sa zadbane, usmiechniete. Staramy sie robic wszystko, aby nasze dzieci mialy wszystko zapewnione, by dziecinstwo nie kojarzylo im sie z ciasnota mieszkania. Sami zarabiamy na siebie i na dzieci. Nie jestesmy typami ludzi, ktorzy zyja z pieniedzy, ktore da panstwo. Nie stac nas na mieszkanie jedynie.
Jestesmy pelni wiary w to, ze kiedys przyjdzie nam zasiasc we wlasnym domu, mieszkaniu. Ze bede miala problem: jak urzadzic pokoje dzeci, a jak kuchnie. Jestesmy szcesliwymi ludzmi, bo mamy zdrowe dzieci i sie kochamy. Do pelni brakuje mieszkania,
Chce, by moj list i wszystkie tutaj trafily do Premiera, Prezydenta. Moze to cos zmieni. Moze to uswiadomi ludziom w Rzadzie jaka jest skala problemu, ze z problemami mieszkaniowymi borykaja sie zwykle rodziny. Nie patologia, nie pijacy.